Biologia seksu

14 lutego 2018

 „Ogół spraw i czynności związanych z zaspokajaniem popędu płciowego” – tak słowo „seks” zostało zdefiniowane w Słowniku języka polskiego. „Ogół” to pojęcie na tyle enigmatyczne i pojemne, że można w nim widzieć zarówno sferę fizyczną, jak i emocjonalną. O tej drugiej mówi się wiele. Czy równie dobrze potrafilibyśmy wyjaśnić, czym jestem seks z czysto biologicznego punktu widzenia?

Akt seksualny jest wpisany w naturę człowieka. Dzięki niemu potrafimy dawać i otrzymywać przyjemność, a także przekazywać życie, zapewniając tym samym przedłużenie swemu gatunkowi. Człowiek szczyci się tym, że nadał sferze własnej seksualności inny, niezwierzęcy, emocjonalny i duchowy wymiar. Nie zmienia to jednak faktu, że sam akt fizyczny od setek tysięcy lat pozostaje niezmieniony. Czas sprawdzić, co dzieje się z organizmem ludzkim w czasie uprawiania seksu.

Dopamina, adrenalina i inne afrodyzjaki

Ten niezwykle emocjonalny moment połączenia dwóch ciał i dusz to na poziomie fizycznym jedynie szereg reakcji chemicznych zachodzących w komórkach organizmu. Każdy moment aktu seksualnego powoduje wydzielanie substancji, które w sobie tylko właściwy sposób stymulują organizm do działania lub wywołują w nim konkretne reakcje.

Wszystko zaczyna się od dopaminy, czyli neuroprzekaźnika odpowiedzialnego za odczuwanie pożądania, a także pragnienia nagrody i motywacji. Wystarczy, że znajdziemy się w pobliżu osoby, która pociąga nas fizycznie, albo pomyślimy o kimś takim, a nasz organizm już zaczyna produkcję dopaminy. Czujemy się dzięki niej zrelaksowani i szczęśliwi.

Podniecenie u mężczyzny związane jest dodatkowo z produkcją testosteronu. Bez tego hormonu nie byłoby w ogóle możliwe uprawianie seksu, ponieważ stymuluje on przepływ krwi do penisa, co jest warunkiem erekcji. Najwyższy poziom testosteronu notuje się w okresie dojrzewania, czyli ok. 18. roku życia. Między 20. a 80. rokiem życia stężenie testosteronu spada o połowę, ale dolegliwości z tego powodu odczuwa zaledwie 10–20 proc. mężczyzn w podeszłym wieku.

Dobry seks jest możliwy dzięki jeszcze dwóm innym hormonom – oksytocynie i adrenalinie. Wbrew pozorom oba są wytwarzane zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn. Oksytocyna wywołuje skurcze obwodów nerwowych, co znacznie zwiększa przyjemność czerpaną z dotyku. Adrenalina z kolei rozszerza tętnice, pozwalając na swobodniejszy przepływ krwi. Jesteśmy dzięki niej pobudzeni i podekscytowani, a przy tym wolniej się męczymy.

Chemia szczęścia

Nie bez powodu mówimy, że seks jest jednym z czynników przyczyniających się do szczęścia w związku czy w życiu w ogóle. Reakcje chemiczne zachodzące w organizmie w trakcie aktu seksualnego powodują wydzielanie hormonów, które wymiernie wpływają na nasze samopoczucie.

Jednym z takich „hormonów szczęścia” jest prolaktyna. To substancja produkowana po szczytowaniu, która wprowadza w dobry nastrój i uwalnia od seksualnego napięcia. Właśnie ze względu na wzrost poziomu prolaktyny we krwi zaraz po seksie czujemy się senni, zmęczeni jak po długim biegu, i to także wówczas, gdy zbliżenie trwało zaledwie kilka lub kilkanaście minut. Ale jeśli nawet zasypiamy, to przynajmniej w dobrym nastroju.

Seks uwalnia także spore pokłady endorfin. Obok tańca, czekolady, aktywności fizycznej czy uśmiechu jest jednym ze skuteczniejszych sposobów na zwiększenie ilości tego hormonu w organizmie. Za przyjemność, jaką odczuwamy po zbliżeniu z partnerem, odpowiadają właśnie endorfiny. Dodatkowo w czasie orgazmu do mózgu wysyłany jest sygnał do produkcji serotoniny, znanej jako silny antydepresant. Jednym słowem – uprawiając seks, powinniśmy być szczęśliwsi.

Jak dawiej bywało

Na drodze ewolucji seksualność gatunku Homo sapiens coraz bardziej odbiegała od modelu wypracowanego w świecie zwierząt. Przede wszystkim płodność człowieka jest zdecydowanie mniejsza niż innych ssaków. U młodych par, które współżyją bez stosowania jakiejkolwiek formy antykoncepcji, szansa na zajście w ciążę w pierwszym miesiącu jest dziś równa zaledwie 28 proc.

Fakt, iż możliwość rozładowania napięcia seksualnego nie zawsze jest równoznaczna z poczęciem potomka, daje partnerom czas na zbliżenie nie tylko fizyczne, ale też na gruncie emocjonalnym. A co za tym idzie – przygotowuje ich do wspólnej opieki nad dzieckiem, jeśli w końcu zdecydują się dopuścić także tę konsekwencję współżycia.

Czy wiesz, że… w główce penisa jest ok. 400 zakończeń nerwowych, a w kobiecej łechtaczce – aż 8000?

Fizjologiczne fazy seksu

Odzierając seks ze sfery intymnej i uczuciowej, otrzymamy schemat aktu fizycznego, który składa się z czterech faz. I wcale nie orgazm jest pośród nich najważniejszy. By można było mówić o dobrym seksie, wszystkie cztery fazy muszą zaistnieć, i to w odpowiedniej kolejności.

Faza 1: Podniecenie. Można je wywołać dwojako – za pomocą bodźców psychicznych lub fizycznych. To jedna z najtrudniejszych do rozbudzenia i utrzymania faz. O ile właściwie stymulowane podniecenie narasta szybko, to każda zmiana nasilenia bodźców albo przerwanie ich oddziaływania może zniweczyć dotychczas osiągnięty efekt. Faza podniecenia ma za zadanie doprowadzić narządy płciowe do gotowości do współżycia.

Faza 2: Plateau. To punkt kulminacyjny narastania podniecenia seksualnego. Już na tym etapie kobieta może osiągnąć orgazm. Pomocne w dojściu do tego momentu jest stymulowanie dotykiem stref erogennych partnera. Należą do nich: usta, uszy, klatka piersiowa, sutki, wewnętrzne części ud, a także najbardziej wrażliwe – łechtaczka u kobiet (w górnej części między wargami sromowymi) i żołądź u mężczyzn (końcówka prącia).

Faza 3: Orgazm. Mówiąc językiem naukowym, orgazm to nagłe, mimowolne wyładowanie napięć psychofizycznych i nerwowo-mięśniowych. Gdy orgazm się zbliża, pojawiają się pierwsze skurcze w narządach płciowych w odstępach co ok. 8 sekund. Następnie czas trwania przerw międzyskurczowych wydłuża się, a sama siła skurczów maleje.

Faza 4: Ustępowanie podniecenia. Stanowi odwrotność dwóch pierwszych faz. Mięśnie narządów płciowych rozluźniają się, ale mięśnie oddechowe wciąż pozostają napięte, dlatego partnerzy po seksie mają krótki, spłycony oddech. Zaczyna dominować uczucie odprężenia i senności. U kobiet faza ustępowania podniecenia trwa dłużej i możliwe jest rozbudzenie go jeszcze raz, jeśli bodźce stymulujące do osiągnięcia orgazmu będą odpowiednio silne.

Tajemniczy orgazm

Wszystkie etapy aktu seksualnego i wszystkie jego hormonalne aspekty sprowadzają się do jednego – wywołania orgazmu. Czym jest to tajemnicze napięcie seksualne i jak powstaje? Przyjrzymy się temu od strony fizjologii.

Mówiąc w skrócie – orgazm to szczytowy, kulminacyjny moment narastania podniecenia seksualnego. On właśnie jest tym osławionym rozładowaniem napięcia, do którego ma prowadzić seks. W czasie orgazmu można zaobserwować następujące fizjologiczne zmiany w organizmie: przyspieszona akcja serca, wzrost ciśnienia tętniczego, napięcie mięśni, poszerzenie źrenic, intensywne skurcze narządów płciowych.

U szczytującego mężczyzny skurcze mięśni nasieniowodów, prostaty i odbytnicy wprowadzają nasienie do cewki moczowej, w kulminacyjnym punkcie cewka się rozszerza i następuje wytrysk nasienia. Przy czym najprzyjemniejszym doznaniem nie jest samo pozbycie się nasienia, ale moment, kiedy ono przepływa przez prącie.

U kobiet proces osiągania orgazmu przebiega z oczywistych, fizycznych względów nieco inaczej. Także w organizmie kobiecym hormony wywołują skurcze, tyle że w obrębie macicy i szyjki macicy. Ponadto dochodzi do obrzmienia tkanki u wylotu pochwy, która ściśle obejmuje prącie partnera. W przeciwieństwie do mężczyzny, który potrzebuje od kilku minut do nawet kilkudziesięciu godzin na regenerację po orgazmie, nastrój podniecenia może kobiety w ogóle nie opuścić i w sprzyjających warunkach dochodzi wówczas do orgazmu wielokrotnego.

8 sekund – tyle przeciętnie wynosi długość trwania orgazmu.

Miłość to zdrowie

Jeśli już analizujemy seks z czysto biologicznego punktu widzenia, nie sposób nie wspomnieć o jego wpływie na zdrowie całego organizmu. To nie tylko środek do chwilowego zapewnienia sobie poczucia szczęścia i odprężenia, ale też solidna dawka prozdrowotnych hormonów i reakcji fizjologicznych, które mogą poprawić naszą ogólną kondycję.

Na chodnikach i murach polskich miast pojawiły się kiedyś pieczątki z hasłem: „Na ból głowy – orgazm”. Można się z tego śmiać, ale wiele w tym sformułowaniu prawdy. Oksytocyna uwalniana w procesie wzrastania podniecenia sprzyja uwalnianiu endorfin, łagodzi odczuwanie bólu i ma działanie przeciwzapalne.

Seks to także wysiłek fizyczny, a więc powinien pomagać zachować dobrą kondycję i prawidłową wagę. Teoria ta upada, jeśli odnotujemy, że przeciętnie stosunek trwa zaledwie 6 minut. Nikt jednak nie powiedział, że musimy się tak spieszyć. Obliczono, że uprawiając seks w pozycji misjonarskiej, spalamy 41 kcal na minutę. Stąd wniosek, że im dłużej się kochamy, tym lepiej nie tylko dla naszego związku, ale i dla naszej kondycji.

Jak już wielokrotnie tu wykazano, seks jest doskonałym środkiem antystresowym. Serotonina wydzielana w czasie stosunku chroni przed depresją i pomaga walczyć z napięciem nerwowym. Jej niedobór w organizmie prowadzi do długotrwałych spadków nastroju, skłonności do agresji, braku apetytu lub przeciwnie – objadania się słodyczami, gdyż cukier jest niezbędny do produkcji tego hormonu.

Jednym słowem – seks to zdrowie. Wpływa pozytywnie na naszą kondycję, zmniejsza odczuwanie bólu, a wprowadza uczucie odprężenia i satysfakcji. Jeśli do tych czysto fizjologicznych aspektów dodamy uczucie łączące dwojga ludzi, irracjonalną miłość, której nie da się zbadać ani zmierzyć – dopiero wówczas otrzymamy pełny obraz stosunku płciowego. Jest to biologiczny akt, który przez gatunek Homo sapiens został wyniesiony na poziom emocjonalno-duchowy. I w tym właśnie tkwi cała ta tajemnicza siła, która każe ludziom łączyć się w pary, budować relacje i oddawać miłości, nie tylko w celach prokreacyjnych.

 

 

Ewa Popielarz