Gdy dziecko nie chce mówić

23 czerwca 2015

Dlaczego akurat reklamy?

J.G. W ich przypadku obraz i dźwięk są dynamiczne, zmieniają się bardzo szybko, stając się dla dziecka konkurencją dla mowy potocznej. Działa to bardzo pobudzająco na niedojrzały jeszcze układ nerwowy. Zbytnia koncentracja na nich może doprowadzić do nadmiernej fascynacji dziecka taką formą stymulacji ośrodka poznawczego, a w konsekwencji odrzucenia innych komunikatów, które nie pobudzają mózgu tak bardzo jak migające obrazy – np. mowa czy inne dźwięki. Dlatego dzieci kilkumiesięczne powinny być aktywizowane przede wszystkim książeczkami, opowiadaniem, komunikacją z opiekunem.

Czy na przestrzeni ostatnich lat liczba dzieci z zaburzeniami rozwoju mowy uległa zmianie?

J.G. Niestety tak. To coraz powszechniejszy problem. Wynika to w dużej mierze z tego, że rodzice mają coraz mniej czasu dla dziecka. Włączenie maluchowi telewizora jest wygodnym rozwiązaniem. Często nie są to nawet bajki dla dzieci, a po prostu filmy, reklamy, wiadomości. Do uszu dziecka dociera tym samym przetworzony dźwięk z głośników, przez co mowa potoczna walczy z bardziej atrakcyjnym fonetycznie, konkurencyjnym komunikatem. Naganną cechą obecnych czasów jest także to, że zapracowani rodzice z powodu braku czasu przenoszą maluchy w nosidełkach z domu do sklepu, ze sklepu do auta, z auta do domu, a w domu, by mama w spokoju np. zrobiła obiad, też pozostawiają w nosidełku. W takiej sytuacji dziecko nie ma ani potrzeby, ani nawet możliwości zainteresowania się i zbadania, na swój sposób, tego, co je otacza. Nie może ułożyć się na dywanie, sięgnąć po klocek, czołgać się, wziąć do ręki interesujący go przedmiot. To błąd, bowiem w ten sposób ograniczane są pierwsze momenty zdobywania doświadczeń oraz umiejętności ruchowych. Mowa tu o raczkowaniu, które nie tylko uczy dziecko synchronizacji ruchowej, ale także ma ogromny wpływ na rozwój funkcji mózgowych – w tym związanych właśnie z mową. Warto wiedzieć, że ośrodek równowagi oraz ośrodek mowy znajdują się w tej samej części mózgu. Raczkujące dziecko rozwija więc oba te obszary jednocześnie. Do źródeł problemów z komunikacją wśród dzieci można dodać także rozwój technologii. Współcześnie dorośli najczęściej korzystają ze skrótowych i pisanych form porozumiewania się – poprzez SMS, e-maile, czy rozmowy na czatach. Dziecko ma więc mniej okazji do tego, by słyszeć naturalną mowę.

Wielu rodziców daje dzieciom, nawet tym najmłodszym, smartfony lub tablety do zabawy. Czy i w tym przypadku występuje mechanizm, o którym wspomniała pani wcześniej?

J.G. Oczywiście, a do tego nawet już u kilkuletnich dzieci można zauważyć pierwsze oznaki uzależnienia od tego typu urządzeń. Na jednej z wizyt była u mnie mama dziecka, która chciała skonsultować potrzebę podcięcia wędzidełka językowego. Dziecko nie chciało współpracować ani zgodzić się na badanie. Okazało się, że przyszło tylko dlatego, że mama zagroziła, że zabierze mu smartfona. Uważam, że dzieci, u których zdiagnozowano opóźnienie rozwoju mowy, nie powinny w ogóle mieć dostępu do telewizora czy radia, a nawet zabawek wydających z siebie dźwięki. W ich przypadku zalecane są wyłącznie rozmowa, czytanie i recytacja wierszyków oraz wspólne śpiewanie z rodzicami. Telewizor można włączyć dopiero wówczas, gdy mamy pewność, że mowa już jest dostatecznie rozwinięta. Nawet wtedy jednak warto tłumaczyć dziecku to, co widzi na ekranie.

Uważam, że dzieci, u których zdiagnozowano opóźnienie rozwoju mowy, nie powinny w ogóle mieć dostępu do telewizora czy radia, a nawet zabawek wydających z siebie dźwięki. W ich przypadku zalecane są wyłącznie rozmowa, czytanie i recytacja wierszyków oraz wspólne śpiewanie z rodzicami.

Strona 2 z 3123