Kochanie, mama i tata się rozwodzą

26 lutego 2018

Rozstanie dwojga dorosłych, od lat żyjących wspólnie ludzi, nie jest sprawą prostą. Jeszcze trudniej jest, gdy decydująca się na nie para ma dzieci. O to, jak rozmawiać o rozwodzie z młodszymi członkami rodziny pytamy Dorotę Górecką, psychologa i psychoterapeutę, pracującą w Centrum Psychologiczno-Medycznym MABOR, Fundacji Terapeuci dla Rodziny oraz Poradni Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i Młodzieży.

SZdK: Decyzję o rozstaniu podejmują ludzie dorośli, ale jej skutki odczuwać będą nie tylko oni sami, lecz także ich wspólne dzieci, prawda?

Dorota Górecka: Rozwód rodziców jest traumą i obciążeniem dla dziecka, i to niezależnie od jego wieku. Oczywiście, dużo zależy od okoliczności, w jakich następuje podział rodziny, jednak dziecko w sytuacji rozwodu zawsze traci poczucie bezpieczeństwa i stałości. Na to, jak głęboko to odczuje, wpływa zachowanie rodziców, bliższych i dalszych krewnych, znajomych, kolegów w szkole, etc. Znaczenie ma cała sytuacja „okołorozwodowa” – wydarzenia, jakie poprzedziły rozstanie, przebieg rozwodu i to, co po nim. Zdecydowanie trudniej jest dzieciom obserwującym złe relacje między rodzicami – zwłaszcza kłótnie, konflikty, wzajemne oskarżenia itp. Choć w pierwszym momencie może wydać się to nieoczywiste, istotna jest nawet sytuacja majątkowa, ponieważ pogorszenie statusu finansowego często wywołuje u dzieci dodatkowy stres.

Na jakie reakcje dziecka powinni być przygotowani rozstający się rodzice?

Strach, gniew, złość, żal, poczucie winy, dezorientacja, zazdrość (np. o nowych partnerów rodziców) – to emocje, które najczęściej towarzyszą dzieciom w trakcie rozwodu. Ponieważ niedojrzałość emocjonalna i nieumiejętność radzenia sobie z własnymi odczuciami to cecha i prawo dzieciństwa, niezwykle ważne jest, aby dziecko miało o tym z kim porozmawiać. Idealnie, by nie byli to jedynie mama i tata, lecz także ktoś bliski, niezaangażowany w rodzicielski konflikt – przyjaciel, krewny, psycholog lub psychoterapeuta. Rozmawiając z dzieckiem o jego uczuciach, pozwalamy mu na ich przeżywanie, towarzyszymy mu w nich. Młodego rozmówcy nie należy jednak na siłę pocieszać – zaistniałą sytuację odbiera przecież jako swój prywatny koniec świata – potrzebuje czasu i zrozumienia, żeby się z nią pogodzić. Bywa, że kilku miesięcy, częściej 2-3 lat, a są takie dzieci, którym trauma towarzyszyć będzie aż do wyprowadzki z rodzinnego domu.

„Dlaczego się rozwodzicie?”, „Czy tatuś/mamusia już mnie nie kocha?” – jak odpowiadać na te pytania?

Nie wolno kłamać, ale nie należy również nadmiernie rozdrapywać tematu. Na pytanie o przyczyny rozwodu najlepiej jest odpowiedzieć wprost: „rodzice się rozstają, bo podjęli taką decyzję, nie chcą być dłużej razem”. Dobrze będzie od razu zapewnić dziecko, iż w niczym nie zmienia to uczuć, jakie żywią do niego mama i tato, ponieważ – szczególnie u maluchów – jedno z drugim się bardzo mocno wiąże. Małe dzieci biorą winę na siebie. Mogą tego nie werbalizować, ale myślą: „mama/ tata odchodzi przeze mnie!”. Musimy jasno wyjaśnić, że tak nie jest. Kolejne, często powtarzające się pytanie brzmi: „Co teraz ze mną będzie?”. Nie lekceważmy go. Dziecko, niezależnie od wieku, poczuje się spokojniejsze i bezpieczniejsze, jeżeli będzie miało jasność, co do swojego losu, tego, gdzie będzie mieszkać, jak się zmieni jego sytuacja, jak będą wyglądały kontakty z rodzicami, rodzeństwem, rodziną itp. Im szybciej rodzice ustalą to między sobą, tym lepiej dla dziecka. Warto także szybko i definitywnie rozprawić się ze złudzeniami, jakie żywić mogą szczególnie młodsze dzieci. Mają one tendencje do fantazjowania na temat tego, co powinno nastąpić, albo wręcz, co muszą zrobić, by rodzina znów była razem. Fantazjują, bo ponowne scalenie rodziny to ich największe marzenie. Dla ich psychicznego dobra trzeba jasno postawić sprawę: „nie, nie wrócimy do siebie”. Inaczej nawet niewinne gesty będą w dziecku od nowa rozpalać iskierkę nadziei i utrudniać mu pogodzenie się z sytuacją.

A co w przypadku, gdy jedna ze stron zaczyna dodatkowo utrudniać drugiej życie? Często sprowadza się to do walki o dziecko, rozgrywania jego uczuciami, oczerniania przed nim mamy albo taty. Jak strona „atakowana” powinna rozmawiać na ten temat z synem czy córką? Wzajem oczerniać partnera? Tłumaczyć go?

Odpłacenie pięknym za nadobne może kusić i wydawać się usprawiedliwione. Jednak dziecko nie jest właściwym odbiorcą naszych, nawet słusznie odczuwanych, żalów i pretensji. Partner, mimo wszystko, rozstaje się z nami, nie z naszym wspólnym dzieckiem. Ono ma prawo, wręcz powinno go nadal kochać, utrzymywać kontakty, myśleć o mamie/tacie pozytywnie! Dlatego, im mniej złego mówimy o byłym partnerze, tym lepiej dla dziecka. Mimo własnego cierpienia, jakiego doznajemy ze strony byłej żony, czy męża, powinniśmy od początku dbać o to, by mieli oni dobre relacje z naszymi wspólnymi dziećmi.

Zdarza się jednak niestety, że rozstanie z partnerem/ partnerką oznacza także rozstanie z dzieckiem…

Urwanie kontaktu, niepłacenie zasądzonych alimentów… No cóż, wówczas powiedzenie „tatuś/mamusia cię kocha” zabrzmi nieprawdziwie i nie ma sensu. Ja radzę rozmawiać o emocjach. „Przykro mi, że tata/mama cię nie odwiedza, chciałabym/ chciałbym, by było inaczej. Rozumiem, że ci smutno z tego powodu”. Nie musimy być wszechwiedzący, nie musimy tłumaczyć sytuacji, których sami nie rozumiemy. Powinniśmy natomiast nauczyć się towarzyszyć dziecku w jego cierpieniu. „Masz prawo się złościć kochanie, jak mogę ci pomóc?”. Trzeba być, towarzyszyć i dawać prawo do uczuć.

Justyna Wydra
Artykuł pochodzi z lutowego wydania magazynu „Strefa Zdrowia dla Każdego”