Lepiej motywować, niż zabraniać

8 marca 2017

Zdaniem 83 proc. osób ważniejsze od karności i bezwarunkowego szacunku wobec starszych jest porozumienie między rodzicami a dziećmi. Czy można pokierować wychowaniem malucha tak, by wpajając mu normy i zasady postępowania, nie zniszczyć tej cennej relacji?

Psycholodzy są zgodni co do tego, że zarówno nadmierne wymagania stawiane najmłodszym, jak i brak oczekiwań względem nich odbijają się niekorzystnie na ich późniejszym rozwoju. Szkodliwa jest również niekonsekwencja rodziców, która przeszkadza w wytyczaniu dziecku czytelnych granic. Jak znaleźć złoty środek? Najlepiej, bazując w wychowaniu na trzech filarach – jasnej komunikacji, odpowiedniej motywacji i dobrym przykładzie.

Klucz do współpracy

Możliwości poznawcze dziecka rozwijają się stopniowo, dlatego wszelkie wypowiedzi kierowane do niego muszą być zwięzłe i sformułowane w prostym języku. Nieposłuszne dziecko powinno otrzymać informację o tym, dlaczego określone zachowanie jest niedopuszczalne, jakie są jego następstwa („jeżeli zniszczysz klocki, nie będziesz mógł się nimi bawić”) oraz jakie kroki podejmie rodzic, gdy sytuacja się powtórzy. Zakazy („nie krzycz”, „nie wspinaj się”), warto zastąpić krótkim opisem pożądanego zachowania („mów ciszej”, „zejdź na dół”), gdyż dziecięcy umysł z trudem przetwarza negację. Jeżeli maluch  sprawia wrażenie rozkojarzonego lub nie reaguje na upomnienie, można poprosić go o powtórzenie polecenia swoimi słowami – daje to pewność, czy poprawnie odebrał komunikat. W wychowaniu istotna jest też konsekwencja oraz pewna doza pewności siebie, zwłaszcza w sytuacjach, w których dziecko sprzeciwia się zasadom bezpieczeństwa lub podejmowanym wobec niego działaniom prozdrowotnym (np. aplikacja lekarstwa, zabieg medyczny). Nieskuteczne jest natomiast odwoływanie się do systemu kar i nagród, który w założeniu ma motywować dziecko do wytężonej pracy i posłuszeństwa. Jak to możliwe?

Szkodliwa kara, ale i… nagroda?

Zdaniem psychologów społecznych najlepsze efekty w regulowaniu zachowania przynosi motywacja wewnętrzna. Pojawia się ona wówczas, gdy osoba podejmuje określoną aktywność z własnej woli, odbiera ją jako interesującą i nie oczekuje dodatkowego wzmocnienia w postaci kary lub nagrody. Udowodniono, że uczniowie ciekawi świata i lubiący się uczyć (a więc zmotywowani wewnętrznie) osiągają lepsze wyniki w nauce niż ich zmotywowani nagrodami lub karami (czyli zewnętrznie) koledzy. Odpowiada za to tzw. efekt nadmiernego uzasadniania, czyli zjawisko, które polega na utracie zainteresowania aktywnością (wcześniej uważaną za atrakcyjną) po wprowadzeniu gratyfikacji zewnętrznej, np. w postaci oceny szkolnej lub rzeczy materialnej. Nie oznacza to jednak, że dzieci nie należy motywować. Źródłem dumy i satysfakcji dla każdego malucha jest ustna pochwała i uznanie w oczach rodzica lub czas spędzony wspólnie na ulubionej aktywności. Dobrym pomysłem jest również wskazywanie dziecku przyjemności płynącej z rzetelnie wykonanego zadania. Niedopuszczalną karą jest natomiast zrywanie kontaktu z maluchem w odpowiedzi na jego niepożądane zachowanie. Zamykanie się w innym pokoju czy „ciche dni” powodują niezaspokajanie emocjonalnych potrzeb dziecka i zaburzają jego poczucie bezpieczeństwa.

Właściwy wzorzec

Niezbędne z punktu widzenia rozwoju moralnego jest rozmawianie z maluchem na temat obowiązujących wszystkich ludzi norm społecznych, np. co i dlaczego wolno robić, a czego nie. Na początku dziecko ocenia swoje postępowanie jako dobre lub złe „po fakcie”, na podstawie reakcji rodziców. Z czasem podporządkowuje się podstawowym wymaganiom, np. by uniknąć kary lub zasłużyć na nagrodę. Kolejnym krokiem milowym w tym rozwoju jest potrzeba bycia „dobrym chłopcem” lub „dobrą dziewczynką” – postawa, która służy zaskarbieniu miłości opiekunów. Dopiero w wieku dorastania lub pełnoletniości dzieci wykształcają ugruntowany system wartości w oparciu o normy obowiązujące w społeczeństwie. By stało się to możliwe, w wychowaniu nie wolno ograniczać się wyłącznie do nakazów i zakazów, należy przybliżać dzieciom właściwe wzorce postępowania. Warto mieć również w pamięci eksperyment przeprowadzony przez Alberta Bandurę z Uniwersytetu Stanforda, który dowiódł, że dzieci uczą się przede wszystkim przez obserwowanie i powtarzanie zachowania dorosłych. Przedszkolaki będące świadkami agresywnego zachowania modela powielały jego działania w późniejszej zabawie. Wnioski z badania nasuwają się same – wszelkie oddziaływania wychowawcze są nieskuteczne dopóty, dopóki nie zostaną poparte przykładem właściwie postępującego rodzica.

Paulina Kolecka