Urodzeni po cesarsku

24 maja 2017

Rozwój medycyny sprawił, że cesarskie cięcie jest obecnie zabiegiem powszechnym. Wbrew popularnym opiniom na temat „cesarki” trzeba pamiętać, że operacja nie tylko mocno ingeruje w ciało matki, ale również nie pozostaje bez wpływu na dziecko.

Cesarskie cięcie (CC) to zabieg chirurgiczny polegający na rozcięciu powłok brzusznych oraz ścian macicy i wyjęciu dziecka wraz z łożyskiem. Gdy poród jest planowany, cięcie wykonywane jest przy znieczuleniu miejscowym od pasa w dół (zewnątrzoponowo lub podpajęczynówkowo), a pacjentka pozostaje przytomna. Zabiegi pod narkozą zdarzają się w trybie ostrym, gdy rodząca musi być szybko operowana. Nacięcie najczęściej zszywane jest wewnętrznie i zewnętrznie rozpuszczalną nicią chirurgiczną.

Jak było dawniej?

Poród przez cesarskie cięcie znany był już w starożytności. Łacińskie słowo caedere oznacza ciąć, pruć i dosłownie odnosi się do sposobu, w jaki wyjmowano dzieci z łona umierającej lub martwej kobiety. Według rzymskiego historyka Pliniusza Starszego właśnie dzięki wykorzystaniu tej metody miał przyjść na świat Juliusz Cezar. Wydaje się to jednak nieprawdą, zważywszy na fakt, iż jego matka żyła jeszcze kilka lat po jego narodzinach, a taki poród w tamtych czasach zawsze kończył się dla rodzącej śmiercią. Mimo że w XVII wieku naszej ery prowadzono wzmożone badania nad anatomią człowieka, w tym czasie wciąż tylko nieliczne rodzące przeżywały tzw. cesarkę.

A obecnie?

W 1985 r. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wydała zalecenie, iż liczba porodów operacyjnych nie powinna przekraczać 15 proc. w skali kraju. Tymczasem w Polsce w 2013 r. w ten sposób na świat przyszło niemal 37 proc. dzieci, natomiast w 2016 r. cesarskie cięcia stanowiły już prawie połowę porodów. Rosnąca liczna operacji tego typu jest w znacznej mierze efektem strachu przed bólem, jaki towarzyszy naturalnemu rozwiązaniu. Wyniki te są niepokojące, zwłaszcza że decyzja o takim zakończeniu ciąży powinna zostać podjęta wyłącznie ze wskazań medycznych.

Kiedy operacja jest konieczna?

Cesarskie cięcie wykonywane jest najczęściej z powodu zagrożenia życia i zdrowia ciężarnej oraz jej dziecka w wyniku dalszego utrzymywania ciąży. Polskie Towarzystwo Ginekologiczne wskazało sytuacje, które są podstawą do tzw. cesarki. Położnicze przyczyny do przeprowadzenia zabiegu to m.in. nieprawidłowe ułożenie np. pośladkowe) lub duża waga dziecka, zbyt wąska miednica rodzącej, przodujące lub odklejone łożysko, wypadnięcie pępowiny, odejście wód płodowych przy braku postępującej akcji porodowej, a także wewnątrzmaciczna zamartwica płodu. Cesarskie cięcie przeprowadzane jest również z przyczyn pozapołożniczych, do których należy stwierdzony strach przed porodem (tokofobia), odwarstwianie siatkówki, a także choroby matki uniemożliwiające prawidłowy przebieg porodu siłami natury (np. wady serca, niektóre wady wzroku, astma oskrzelowa i choroby płuc). Przyczyną cesarskiego cięcia są także okoliczności, które stwarzają ryzyko przedwczesnego porodu czy zagrożenie dla życia kobiety, np. rzucawka przy gestozie ciążowej, krwotok wewnętrzny czy pęknięcie macicy.

Czy „cesarka” szkodzi dziecku?

U niemowląt, które przychodzą na świat w wyniku cesarskiego cięcia, istnieje większe ryzyko rozwoju przewlekłych zaburzeń immunologicznych. Dzieje się tak, ponieważ malec, który został wyjęty bezpośrednio z brzucha matki, traci możliwość kontaktu z florą bakteryjną bytującą w kanale rodnym oraz na skórze. Pozbawiony tego czynnika układ odpornościowy dziecka pracuje mniej wydajnie. Noworodki z „cesarki” często borykają się również z trudnościami z oddychaniem, które są efektem nieprzystosowania się ich organizmu do nagłego przejścia ze środowiska płynnego do gazowego. U takich maluchów, w porównaniu z dziećmi urodzonymi siłami natury, wzrasta również o 20 proc. ryzyko zachorowania na astmę. Aktualne badania wykazały także, że u dzieci urodzonych przez cesarskie cięcie częściej występuje ostra białaczka limfoblastyczna. Co ciekawe, odsetek chorujących jest wyższy w przypadku cięć „na życzenie” niż zabiegów CC ratujących życie. Lekarze podejrzewają, iż ma to związek z kształtowaniem się mikroflory przewodu pokarmowego i układu immunologicznego. „Cesarki” planowane, przeprowadzone w sytuacji, w której nie było rozpoczętej akcji porodowej, niosą za sobą ryzyko zmian w DNA leukocytów i powodują nagłe wydzielanie kortyzolu (hormonu stresu) u dzieci. W związku z tym zwiększa się u nich ryzyko zachorowania na cukrzycę typu I, choroby nowotworowe oraz alergie.

Niebezpieczne dla matki

Cesarskie cięcie nie pozostaje bez wpływu również na rodzącą. Kobiety odczuwają cierpienie psychiczne z powodu braku fizycznego kontaktu z dzieckiem w pierwszych chwilach po jego przyjściu na świat, a także częściej zmagają się z problemami laktacyjnymi. Nie najlepsze jest również samopoczucie po operacji – rekonwalescencja trwa nieraz kilka tygodni, a dyskomfort po operacji utrudnia zajmowanie się noworodkiem. Udowodniono także, że u kobiet po cesarskim cięciu istnieje w przyszłości pod-wyższone ryzyko ciąży pozamacicznej oraz urodzenia martwego dziecka.

Agnieszka Kapusta