Dlaczego w grudniu potrzebujemy bliskości?

26 grudnia 2017

Uśmiechnięta rodzina przy świątecznym stole, szczęśliwi dziadkowie składający życzenia wnukom, sylwestrowa zabawa w gronie przyjaciół… W grudniu w mediach bardzo promowane są określone społeczne wzorce postaw i zachowań charakterystyczne dla okresu okołoświątecznego. Ich komercyjne wykorzystanie często budzi z uśpienia potrzebę bliskości oraz  eksponuje jej rewers, którym jest samotność.

Ze wzrostem pragnienia bliskości szczególnie trudno uporać się osobom samotnym i starszym. Potrzebę dzielenia czasu i emocji z kimś bliskim wzmaga jednak nie tylko świąteczny nastrój. Ostatni miesiąc roku to także czas ważnych podsumowań czy bilansu zysków i strat. Znacznie więcej uwagi poświęcamy wówczas na refleksję nad dotychczasowym życiem i relacjami z najbliższymi, pytamy siebie, czy w minionym roku byliśmy szczęśliwi. Na pytanie to przecząco odpowiada wielu seniorów, wśród których bardzo dotkliwie odczuwany jest deficyt bliskości. Stan ten pogłębia snucie planów na nadchodzący czas i formułowanie noworocznych postanowień. Podejmowanie ich w pojedynkę (np. po śmierci małżonka) lub bez oparcia w drugiej osobie (gdy dzieci zajmują się swoimi sprawami) może rodzić frustrację, prowadzić do zaburzenia poczucia bezpieczeństwa i obniżenia nastroju.

Instynktowna potrzeba bliskości

Wyróżniamy różne typy bliskości, m.in. intymność, a więc bliskość seksualną, bliskość fizyczną realizującą się poprzez dotyk, więź związaną z bliskością emocjonalną, zrozumienie łączone z pokrewieństwem intelektualnym czy tzw. bliskość duchową. Ludzie dążą do zaspokojenia każdej z nich. W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku zespół amerykańskich naukowców, pod kierunkiem psychologa Harry’ego Harlowa, przeprowadził badania, z których wynikało, że potrzeba bliskości u naczelnych, w tym u człowieka, jest pierwotna i instynktowa, silniejsza niż głód. Eksperymenty były dość drastyczne, ale ich efekty jednoznaczne. Małe małpki (rezusy) zostały oddzielone od matki i postawione przed wyborem jednej z dwóch kukieł oferujących pokarm  – pierwszej drucianej i drugiej miękkiej, miłej w dotyku. Rezusy większość czasu spędzały zawsze z tą drugą, do pierwszej podchodziły tylko na krótką chwilę, by otrzymać pożywienie.

Bliskość na odległość?

W okresie świątecznym większość osób skupia się na ekspresji własnych emocji i przelewaniu uczuć na drugą osobę, niejednokrotnie nie biorąc pod uwagę jej potrzeb, np. uszczęśliwiając kogoś „na siłę” prezentem, zamiast spędzić z nim czas.  Żyjemy w coraz większej społecznej izolacji, nie kultywujemy obyczajów związanych z „sąsiedztwem”, rezygnujemy z uczestnictwa w małych i większych wspólnotach. Tymczasem potrzeba bliskości wiąże się także z potrzebą przynależności. Problemy pojawiają się, gdy brakuje nam i jednego, i drugiego. Wpływ deficytów tego typu na człowieka opisała w swoich badaniach kanadyjska psycholog rozwojowa  Susan Pinker, publikując ich wyniki pod tytułem „Efekt wioski. Jak kontakty twarzą w twarz mogą uczynić nas zdrowszymi, szczęśliwszymi i mądrzejszymi”. Punktem wyjścia stały się zagrożenia związane z komunikacją elektroniczną i światem wirtualnym, gdzie kontakty wydają się atrakcyjniejsze i łatwiejsze niż zawieranie znajomości czy podtrzymywanie rzeczywistych relacji. Wykorzystując najnowsze wyniki badań z zakresu psychologii i neurobiologii społecznej, Pinker dowodzi, że bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem jest absolutnie niezbędny do zaspokojenia pierwotnej, biologicznie i społecznie uwarunkowanej potrzeby bliskości.

Lek na lęk

Reakcja mózgu na bliskość drugiej osoby jest bardzo silna. Zachodzą wówczas procesy produkcji różnego typu neuroprzekaźników oraz hormonów, spośród których najważniejsze to oksytocyna, czyli tzw. hormon miłości, oraz endorfina  – hormon przyjemności – wprowadzająca w euforyczny nastrój i łagodząca odczuwanie lęku oraz bólu. Na temat negatywnego wpływu na zdrowie samotności i niezaspokojonej potrzeby bliskości prowadzone są liczne badania, wśród których najpełniejszą analizę zagadnienia przedstawili uczeni z uniwersytetu w Ohio. Wyniki są jednoznaczne: długo utrzymująca się samotność traktowana jest przez ludzki organizm jako bardzo silny stresor. U osób samotnych zaobserwowano podwyższoną o ponad  10 proc. produkcję hormonów stresu, a także wzrost poziomu cytokin – białek odpowiedzialnych za przyspieszanie procesów nowotworowych. W badaniach dostrzeżono także związek między samotnością a tendencją do obniżenia odporności oraz zwiększonym ryzykiem zachorowań na chorobę Alzheimera.

Tekst: Marta Bieniek
Artykuł pochodzi z grudniowego wydania magazynu „Strefa Zdrowia dla Każdego”