Groźne przegrzewanie

22 lutego 2018

Chłodna aura sprzyja zakładaniu na siebie kolejnych warstw odzieży oraz ustawianiu wyższej temperatury w domu. Dbając o komfort cieplny organizmu, nie wolno jednak zapominać o zachowaniu odpowiednich proporcji.

Nadejście zimowej pogody wiąże się zwykle z nasilonym atakiem drobnoustrojów chorobotwórczych wywołujących przeziębienia i grypę. Zazwyczaj, gdy temperatura spada poniżej 10 stopni Celsjusza, przychodnie oraz apteki zapełniają się kichającymi i kaszlącymi ludźmi. Problem dotyczy głównie osób starszych. Jaki jest tego powód?

Dlaczego seniorzy chorują częściej?

Układ immunologiczny osób starszych jest osłabiony przez działanie nasilających się z wiekiem czynników takich jak choroby współistniejące (cukrzyca, schorzenia nerek, przewlekłe choroby płuc, nowotwory), nieodpowiednie odżywianie (dania tłuste, słodkie, ubogie w świeże warzywa i owoce) oraz siedzący tryb życia. Wraz ze starzeniem się organizmu dochodzi także do zmian w samym układzie odpornościowym, m.in. zanika grasica, czyli gruczoł dokrewny, w którym wytwarzane są limfocyty. W efekcie spada liczba zwalczających infekcje limfocytów T dziewiczych, a rośnie odsetek limfocytów niedojrzałych.

Inne przyczyny?

Jesienią i zimą spada nasłonecznienie, zatem ograniczeniu ulega dawka witaminy D3, którą organizm wytwarza pod wpływem promieniowania słonecznego. Witamina ta odpowiada m.in. za prawidłowe działanie układu immunologicznego, szczególnie w obrębie błon śluzowych dróg oddechowych. Dlatego warto w okresie zimowym skonsultować się z lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej, który zleci wykonanie badania poziomu witaminy D3 we krwi oraz – jeżeli będzie to konieczne – dobierze właściwą dawkę suplementacji.

Czy chłód sprzyja chorowaniu?

W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku przeprowadzono kilka eksperymentów mających potwierdzić bądź wykluczyć tezę, że wyziębienie organizmu sprzyja infekcji. Zdrowych ochotników zarażono wywołującym przeziębienie rhinowirusem, a następnie podzielono ich na dwie grupy. Jedna trafiła na dwie godziny do miejsca odpowiednio ogrzanego, druga ten sam czas spędziła w chłodni. Doświadczenie wykazało, że w obydwu grupach chorowała porównywalna liczba uczestników eksperymentu. Nie znaleziono związku między obniżeniem temperatury ciała a większą podatnością na rozwinięcie się choroby. Najnowsze eksperymenty udowadniają jednak, że niska temperatura otoczenia sprzyja namnażaniu się wirusów w nosie. Wykazano również, że przebywanie przez dłuższy czas w bezruchu z wyziębionymi nogami zwiększa podatność na infekcje w ciągu następnych kilku dni.

Czy zbyt ciepły ubiór szkodzi?

Zimno może więc sprzyjać zachorowaniu, ale jedynie wtedy, gdy siły obronne organizmu nie są wspomagane ruchem. Aktywność mięśni rozgrzewa bowiem organizm od środka, zwiększa tempo pompowania krwi, poprawia natlenienie komórek i nasila odpowiedź immunologiczną organizmu. Przeciwny skutek przynosi natomiast zbyt ciepłe ubieranie się i pozostawanie we względnym bezruchu. Mechanizm, zgodnie z którym przegrzewanie się sprzyja chorowaniu, jest dosyć prosty – zbyt mocno rozgrzany organizm dąży do obniżenia temperatury – poci się, rozszerzają się podskórne naczynia krwionośne. W efekcie temperatura ciała ulega gwałtownemu obniżeniu, czemu towarzyszy chwilowe osłabienie sprawności układu immunologicznego. Bakterie czy wirusy, które bytują w nosie i gardle, mogą wówczas znacznie łatwiej dostać się w głąb organizmu.

O czym pamiętać w chłodne dni?

Wychodząc zimą na zewnątrz, należy ubierać się „na cebulkę”, tzn. w kilka warstw odzieży, ale tak, by nie spocić się podczas spaceru. Dzięki temu możliwe będzie zdejmowanie wierzchnich ubrań w trakcie przebywania w pomieszczeniach, np. w sklepie, aptece czy przychodni, co uchroni przed zgrzaniem się. Trzeba także pamiętać o osłanianiu miejsc szczególnie narażonych na sprzyjające chorobie wychłodzenie, takich jak głowa, szyja, dłonie i stopy. W przypadku naprawdę niskiej temperatury należy chronić także nos, np. szalikiem lub dostępnymi m.in. w sklepach turystycznych specjalnymi maskami na nos czy kominiarkami. Również jesienią i zimą warto być aktywnym na świeżym powietrzu. Ruch w chłodne dni sprzyja bowiem hartowaniu organizmu – pobudza układ odpornościowy do produkcji limfocytów i zwiększa ich zdolność do podziału w odpowiedzi na infekcję.

Mieszkanie wolne od choroby

Przebywając w zamkniętym pomieszczeniu, nie należy narażać się na przemarznięcie, jednak niewskazane jest również przegrzanie wynikające z nadmiernego podnoszenia temperatury powietrza. Zdecydowanie lepiej włożyć na siebie dodatkowy sweter, grubsze skarpetki i rozgrzać się od środka, np. pijąc herbatę z sokiem z malin, niż podkręcić kaloryfer. Dlaczego? Długotrwałe pozostawanie w bardzo ciepłym pomieszczeniu „rozleniwia” układ odpornościowy i sprawia, że nie podejmuje on skutecznie walki z wirusami czy bakteriami. W takiej sytuacji, gdy wychodzi się ze zbyt mocno ogrzanego domu na dwór, gdzie powietrze jest chłodne, łatwo o infekcję. Niebagatelny wpływ na odporność ma także poziom wilgotności powietrza w rozgrzanym pomieszczeniu. Wysoka temperatura wysusza błony śluzowe w nosie oraz gardle, a przez to przestają one pełnić swoją funkcję ochronną, pozwalając drobnoustrojom na atakowanie organizmu.

Justyna Wydra
Artykuł pochodzi z grudniowego wydania magazynu „Strefa Zdrowia dla Każdego”