Zespół kompulsywnego jedzenia

19 maja 2017

Kompulsywne objadanie się, obok anoreksji, bulimii i ortoreksji, zostało sklasyfikowane przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne jako zaburzenie psychiczne. Na jego temat rozmawiamy z Martą Kwaśniewicz, autorką bloga „Mój Towarzysz Kompuls”.

„Strefa Zdrowia dla Każdego”: Czym jest jedzenie kompulsywne?

Marta Kwaśniewicz: Według definicji zespół kompulsywnego jedzenia zwany również napadowym objadaniem się (ang. binge eating disorder, BED) to wewnętrzny przymus nadmiernego jedzenia, któremu towarzyszy utrata kontroli. W społeczności osób dotkniętych tym zaburzeniem mówimy o tzw. kompulsach, a więc napadach niepohamowanego jedzenia, oraz o ciągach, czyli okresach, w których te kompulsy występują regularnie w krótkich odstępach czasu.

Jakie są główne objawy zespołu kompulsywnego jedzenia?

M.K.: Przede wszystkim nieustanna koncentracja na jedzeniu, wadze ciała oraz jego wyglądzie, które stają się życiowymi priorytetami. To też silne uzależnienie samopoczucia od kontroli liczby spożywanych kalorii, jakości jedzenia czy utraty kilogramów. Fazy restrykcyjnej diety (nawet poniżej 1000 kcal na dobę) i intensywnych treningów (do kilku godzin dziennie) przeplatane są okresami objadania się, przy czym mówimy tu o pochłanianiu w krótkim czasie ok. 8 tys. kcal bez względu na uczucie głodu czy też dyskomfortu fizycznego wywołanego przejedzeniem. Co więcej, może to być zarówno zdrowe jedzenie, jak i fast foody, słodycze, słodzone napoje oraz w skrajnych przypadkach czerstwe pieczywo, przeterminowana żywność, a nawet nieugotowany ryż lub kasza. Zdarza się, że jest to również planowanie objadania się z wyprzedzeniem, jedzenie w ukryciu, a także prowokowanie wymiotów czy stosowanie środków przeczyszczających. Do kompulsywnych zachowań dochodzą także silne emocje: od euforii przez zażenowanie, poczucie wstydu aż po stany depresyjne.

Co jest podłożem zaburzenia?

M.K.: Nie ma jednej przyczyny kompulsywnego jedzenia. Na takie zachowanie ma wpływ wiele czynników: niska samoocena, wyolbrzymianie znaczenia wyglądu zewnętrznego i utożsamianie z nim szczęścia, rozchwianie emocjonalne, samotność, traumatyczne przejścia czy ambicjonalność i perfekcjonizm. Osoba dotknięta tym zespołem ma problemy również z życiem „tu i teraz”. Zawieszona jest między przeszłością a przyszłością. Z jednej strony rozpamiętuje porażki, a z drugiej traci energię na plany, cele, marzenia, na tzw. a kiedy – np. a kiedy schudnę, to będę szczęśliwa, a kiedy moja pupa będzie zgrabniejsza, pójdę na basen, a kiedy wyjdę z kompulsów, pójdę ze znajomymi na pizzę. Żyje wyidealizowaną przyszłością, która często bywa nieosiągalna bez naprawy teraźniejszości. Zamiast rozprawić się z własnymi demonami, dostrzec pozytywy dnia codziennego oraz drobne radości, załamana, zakompleksiona i osamotniona rozmyśla o przyszłości.

Czy chorują tylko młodzi?

M.K.: Należy podkreślić, że jedzenie kompulsywne może dotknąć każdego, bez względu na płeć, wiek i status społeczny. Piszą do mnie zarówno osoby niepełnoletnie, jak i te po 30. roku życia, u których życie emocjonalne wydaje się być już uporządkowane. Okazuje się jednak, że presja posiadania idealnego ciała kreowana w mediach i w social mediach dotyka coraz częściej także osoby dojrzałe.

Czy można samemu poradzić sobie z problemem?

M.K.: Jestem przykładem na to, że tak. Wymaga to jednak dużego samozaparcia oraz pracy. Przede wszystkim trzeba chcieć poszerzać wiedzę na temat zaburzeń odżywiania i sposobów radzenia sobie z nimi. Warto również skorzystać z pomocy psychologa oraz sprawdzać różne rozwiązania na własnym organizmie. A przede wszystkim nie poddawać się, bo porażki są naturalnym etapem walki z kompulsem. Zazwyczaj szukamy drogi na skróty, a na wychodzenie z kryzysu potrzeba jednak czasu. Samoanaliza jest trudna, bo wymaga pełnej szczerości wobec siebie, wysłuchania głosu, który przez lata był zagłuszany. Nie każdego na to stać. Łatwiej sięgnąć po następną dietę cud lub obciąć drastycznie kalorie, dodać kolejne wyczerpujące ćwiczenia, sięgnąć po środki przeczyszczające czy prowokować wymioty – a to prosta droga do kolejnych napadów. Wiem, bo funkcjonowałam tak przez prawie dziesięć lat. Emocjonalne wzloty i upadki. Stale powtarzane schematy, które jednak się nie sprawdzały. Chciałam szybko i skutecznie. Przełomem była dopiero zmiana podejścia.

Od czego więc zacząć zmagania z kompulsywnym jedzeniem?

M.K.: Paradoksalnie – od własnych myśli. Jestem zwolenniczką założeń terapii poznawczo-behawioralnej, według której przyczyną zaburzeń zachowania jest właśnie błędny sposób myślenia. Jeżeli zatem wpłyniemy na zmianę naszych myśli, możemy zmienić również nasze zachowanie. W skrócie – na początku odsuńmy kwestię jedzenia, wyglądu, a skupmy się na tym, w jaki sposób postrzegamy siebie i otaczający nas świat. Często okazuje się, że jesteśmy zarówno w stosunku do własnej osoby, jak i innych bardzo surowi. Wiecznie porównujemy, krytykujemy, wyznaczamy sobie nierealne cele. Jesteśmy niezadowoleni ze stanu „tu i teraz”, a przez to nieszczęśliwi. Pozwalamy, by naszym umysłem kierowały negatywne myśli automatyczne, które podsuwają i wyolbrzymiają wady. Nad tym wszystkim trzeba systematycznie pracować. Jednak to się opłaca. Wiele osób, które tak jak ja wypróbowały podejście poznawczo-behawioralne, było zaskoczonych, że gdy doszło do uporządkowania myśli, często w sposób naturalny kolejnym etapem był zanik napadów objadania się, a w przypadku ich wystąpienia – szybkie i skuteczne ich wygaszenie.

O kompulsywnym jedzeniu słyszy się rzadko. Co jest tego powodem?

M.K.: Jest to nadal temat tabu. Osoby cierpiące na to zaburzenie odczuwają wstyd i strach, a jednocześnie boją się niezrozumienia lub zlekceważenia. O anoreksji i bulimii mówi się coraz częściej. Ludzie są już świadomi, że to poważne zaburzenia. O kompulsywnym jedzeniu wiedzą nieliczni. Zwykle problem ten traktowany jest po macoszemu. Często uznawany za łakomstwo. Najłatwiej wtedy o radę „jedz mniej i będzie dobrze”. Trudno zdrowej osobie zrozumieć, jak silny jest wewnętrzny przymus jedzenia, i że nie można się temu oprzeć. Taka postawa rozczarowuje i sprzyja ukrywaniu problemu. Paraliżujący jest również wstyd co do własnego zachowania. Jest wyzwaniem bowiem przyznać się najbliższym do objadania się w ukryciu, pochłaniania ogromnej ilości jedzenia mimo fizycznego dyskomfortu, bardzo niskiej samooceny czy nieradzenia sobie z własnymi emocjami.

Rozmawiała: Kamila Martecka